Wszędzie były poustawiane pudełka. Na ścianach nie było już
obrazów. Wszędzie były gołe ściany.
- Mamo! – krzyknęłam.
- O już jesteś- uradowała się. Podbiegła do mnie i mnie
przytuliła. – I jak Ci się podobało?
- Niesamowite miejsce, piękne widoki, wspaniali ludzie. Ale
mamo co to za pudełka.
- Przeprowadzamy się. – odparła ze smutną miną.
- Że co?! A mogę chociaż wiedzieć gdzie?
- Do Los Angeles.
No nie. A szkoła, a moi przyjaciele Emanuel, Camilla, Julia.
Co bez nich tam zrobię.? Nowa szkoła nowi znajomi, nowe imiona do zapamiętania.
Będę musiała poznać nowe miasto. Tutaj mi jest tak dobrze, ciasne uliczki u
podnóża Bazyliki Sacre Coeur. Pola Elizejskie na których się opalaliśmy. Wieża
Eiffel , Sanzelize.
- Mamo , a kiedy wyjeżdżamy?
- Pojutrze.
Dobrze, że chociaż ostatni raz spotkam się ze swoimi
przyjaciółmi. Smutna poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam swój plecak na łóżko i
usiadłam na parapecie. Wzięłam mp4, zaczęłam słuchać muzyki i patrzyłam przez
okno. Sąsiadka wyszła z pieskiem na
spacer. Była to starsza kobieta , ale przesympatyczna. Czasami chodziłam do
niej na ciasteczko, herbatę i rozmawiałyśmy. Potrafiłyśmy tak godzinami. A
rozmawiałyśmy o moich postępach w nauce, kilkutygodniowych miłościach, a przede
wszystkim o tym Paryżu kiedyś, a także o tym jak kiedyś wyglądały randki.
Zawsze z zaciekawieniem jej słuchałam. Opowiadała szczegółowo, potrafiłam sobie
wyobrazić tamten Paryż, tamtych gentelmanów. Mieszkała sama. Jej mąż zmarł 10
lat temu. A dzieci wraz z wnuczkami wyjechały do Nowego Yorku. Przyjeżdżają
jedynie na wakacje bo wtedy mają czas. Na święta Bożego Narodzenia zawsze
przychodziła do Nas i z nami jadła. A teraz z kim będzie spędzała święta i
wolne chwile jak my mamy się wyprowadzić. Smutno mi się zrobiło. Patrzyłam
dalej na uliczkę. Do kamienicy wracał mój kolega Michael. Nie błyszczał urodą
ale jest bardzo mądry i czasami pomagał mi z lekcjami. Zawsze w dzieciństwie
bawiliśmy się w chowanego na podwórku, a także bawiliśmy się w piaskownicy.
Słońce chowało już się za budynkami, kiedy ktoś wpadł do mojego pokoju.
Obejrzałam się to był Artur. Zdjęłam słuchawki i wzięłam go na kolana.
- Cześć mój kochany braciszku- powiedziałam
- Madziaa..- odparł i wtulił się we mnie. Ja również go
przytuliłam i tak siedzieliśmy. Takie momenty są najlepsze, kiedy nie musisz
nic mówić tylko cieszysz się z obecności tej drugiej osoby.
- Będziemy mieszkać w LA – powiedział.
- Wiem.
- Nie cieszysz się?
- Cieszę się. – odparłam i pocałowałam go w pulchniutki policzek. – Chodź zobaczymy czy jest już
kolacja- dodałam. Zdjęłam go z kolan, zeszłam z parapetu wzięłam go za rączkę i
poszliśmy do kuchni. Mama robiła nam kanapki a tata nalewał soku. Usadziłam
małego na krześle i podeszłam do taty.
- Cześć tato- powiedziałam i się do niego przytuliłam.
- Cześć słonko.- odparł.
Usiadłam obok brata i czekałam z nim na kanapki. Chwilę
później już pałaszowaliśmy bułki z szynką i serem.
- A mogę wiedzieć dlaczego przeprowadzamy się do Los
Angeles?
- Bo kolega załatwił tam pracę za dość dobre pieniądze.
I to była odpowiedz na wszystkie moje pytania. Skończyłam
jeść kolację. Pocałowałam Artura w czubek głowy.
- Idę się położyć bo jestem zmęczona. Dobranoc. –
powiedziałam i wyszłam. Za sobą jedynie usłyszałam „Dobranoc słonko”. Zamknęłam
drzwi od swojego pokoju i położyłam się na łóżko. Wzięłam telefon do ręki i
napisałam sms do przyjaciół.
Muszę Wam jutro coś ważnego powiedzieć.
I popatrzyłam na swój pokój. Tyle wspomnień nawet tutaj.
Oglądanie horrorów z Emanuelem, Camilla i Julia. Ten śmiech Camilli i
dziewczęcy pisk Emi. Zaczęłam się śmiać sama do siebie. Jego przerażona mina. W
pokoju rozbrzmiał dzwonek wiadomości. To była wiadomość od Camilli.
A nie możesz napisać o co chodzi.?
Nie.
Odpisałam i wyłączyłam telefon. Poszłam się opłukać,
przebrałam się w piżamę i nie wiadomo kiedy zasnęłam.
Byłam w obskurnym
miejscu. Ściany były pomalowane na zielony kolor, ale ta farba już schodziła
warstwami. Gdzieniegdzie były ślady krwi. Nie było okien, jedynym źródłem
światła była wisząca żarówka. Gdzie ja jestem.? Nagle metalowe drzwi się
otworzyły, a w nich pojawiła się osoba w białej masce z piła mechaniczną w
ręku. Podchodziła z włączoną piła bliżej mnie.
Obudziłam się z krzykiem. Była już 5 rano. Popatrzyłam czy wszystko było na swoim
miejscu. Mama nie ruszyła moich rzeczy. Co znaczy, że muszę się sama spakować.
Usiadłam na łóżku i włączyłam telefon. Żadnych wiadomości. Wstałam, wzięłam
pudełka i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Zaczęłam od książek. Pierwsze poszły
te historyczne, o starożytnym Egipcie, Cesarstwie Rzymskim, Watykanie, o
Rewolucji Francuskiej, Wojnie Secesyjnej, Napoleonie, Japonii, Chinach, Inkach,
a także Aztekach. Następnie podróżnicze, kryminały, dramaty, a na sam wierzch
spakowałam Pamiętniki Wampirów, a także Spętani przez Bogów. To moje ulubione
książki, więc muszą być na wierzchu. Następnie ubrania. Z nimi nie było
problemu. Ułożyłam je tylko i wsadziłam
do torby podróżnej. A teraz najgorsze. Zaczęłam pakować wszystkie
pamiątki związane z moimi przyjaciółmi. Wszystkie zdjęcia, dziwne rysunki,
pocztówki. Zaczęłam płakać. Będzie mi ich brakowało. Była już w pół do siódmej
kiedy byłam już spakowana. Poszłam się umyć wzięłam pierwsze ciuchy aby się
przebrać. Kiedy byłam już odświeżona i ubrana, pomalowałam rzęsy i poszłam na
śniadanie. Przy stole siedział mój braciszek i jadł płatki. Mama robiła mi
śniadanie, a taty nie było. Zapewne wyszedł wcześnie coś załatwiać.
- Dzień dobry – powiedziałam kiedy usiadłam przy stole.
Arturek widział, że jestem smutna, więc złapał mojego palca i tak jadł dalej
śniadanie. Pocałowałam go w głowkę i szepnęłam mu na ucho
- Już mi lepiej, dziękuje.
Uśmiechnął się i czekał na kolejną porcje płatek bo tą już
zjadł.
- Cześć kochanie. Smacznego – powiedziała mam i podała mi jajecznicę
- Dziękuję – odpowiedziałam i zaczęłam jeść. Kiedy
skończyłam wyszłam z kuchni założyłam buty.
- Idę mamo. Trzymaj się młody. – powiedziałam i wyszłam.
Pogoda była pod psem. Niebo było zachmurzone i zbierało się na deszcz.